Rozwód w Warszawie
Wszystko, co musisz
wiedzieć, kiedy się
rozwodzisz

Jaka strategia, panie mecenasie?

Opublikowano: 17 września 2023
rozwód warszawa

Takie pytanie pada wcześniej czy później, kiedy prowadzi się sprawę rozwodową. W mojej praktyce nie czekam na zadanie tego pytania, tylko sam udzielam odpowiedzi, zanim klient zdąży się zorientować, że potrzebuje strategii. A czym jest strategia w rozwodzie?

Prowadzenie sprawy rozwodowej przypomina wojnę i dyplomację. Jeśli ktoś liczy na zwycięstwo prawdy, dobra i sprawiedliwości, wcześniej czy później się rozczaruje. Kto stawia na dwa sprawdzone fundamenty wojny i dyplomacji, w najgorszym przypadku kontroluje sytuację.

Czym są te fundamenty?

Interesy i możliwości. To, że jestem w stanie stosunkowo szybko przewidzieć przebieg zdarzeń, wynika z analizy, jakie interesy ma klient i strona przeciwna, oraz jakimi możliwościami dysponują. Przy czym przez interes rozumiem odpowiedź na pytanie, czy i w jakim zakresie klient może oczekiwać poprawy losu wskutek rozwodu. Możliwości zaś to ogół szeroko rozumianych zasobów, które można wykorzystać przeciwko drugiej stronie albo wymienić (przehandlować) za własne korzyści. Brzmi to cynicznie? Taka jest wojna.

Rozwód to nie tylko pogrzeb dotychczasowego życia, ale przede wszystkim nowy początek życia w innych warunkach. Nie rozwodzimy się, bo nam ze sobą dobrze, tylko dlatego że jest źle. A w rozwodzie upatrujemy oficjalnego i ostatecznego sposobu na poprawę losu. A skoro poprawa, to nieodłącznie towarzyszy jej pytanie: z czym wyjdę? co z tego będę miał/miała? z czego trzeba będzie zrezygnować?

Ktoś, kto twierdzi, że nie stawia sobie takich pytań, albo oszukuje sam siebie, albo działa w sposób skrajnie nieodpowiedzialny. Bo jak zauważył Carl von Clausewitz w trakcie “O wojnie”, rozpoczynanie wojny bez wiedzy, po co się ją toczy i w jaki sposób będzie się ją prowadzić, jest przepisem na klęskę.

Jeśli jedno z małżonków ma w danej chwili zapewnione to, czego chce, bez rozwodu, nie ma interesu się rozwodzić. Jeśli małżeństwo jest w kryzysie, to na pewnym etapie miłość i przywiązanie odgrywają najmniejszą rolę. Zamiast przykładów mogę tylko zwrócić uwagę, że “tym, czego się chce” może być cokolwiek – kontakt z dziećmi, pieniądze na życie, komfortowe warunki mieszkaniowe, brak zdolności do spłaty majątku itp. Każdy indywidualnie decyduje, czego oczekuje od życia.

Możliwości to nie tylko twarde dowody, którymi strona dysponuje. To także predyspozycje osobiste (np. łatwość wysławiania się, umiejętność występowania publicznie), wspierające otoczenie, przewaga finansowa, wykorzystywanie faktów dokonanych, zdobyte mniej lub bardziej elegancko materiały strony przeciwnej itp. Ale możliwości to także zasoby, z których można zrezygnować. Jeśli mąż jest gotów podarować żonie połowę wspólnego mieszkania, to tak długo, jak żona o tym nie wie, to jest jego asem w rękawie, którym można zagrać w odpowiednim momencie.

Te dwa fundamenty: interesy i możliwości, stanowią właśnie to, o czym pisał von Clausewitz – po co toczyć wojnę (interesy) i w jaki sposób ją prowadzić (możliwości). Oczywiście, jesteśmy uwarunkowani konkretną sytuacją, jesteśmy zakładnikami własnych słów, a nie każdy jest zdolny do sięgnięcia po każdą metodę. Ale to jest podobnie jak z wojną – uwarunkowania terenu, pogoda czy wyznawane wartości, mogą być sprzymierzeńcem albo wrogiem.

Mógłby ktoś powiedzieć, że to wszystko dotyczy tylko rozwodów z walką, przede wszystkim o winę. Tak nie jest. Każdy rozwód to wojna, bo prowadzi do zmiany status quo nie w drodze kompromisu (wówczas byłaby to dyplomacja), lecz niejako siłą. Wymusza to częściowo system prawny, który nie przewiduje rozwiązania małżeństwa za pomocą umowy czy ugody, lecz decyzję pozostawia sądowi. I zawsze jest ktoś, kto pozywa, oraz ktoś, kto jest pozwany.

Wiele rozwodów, które zakończyły się, a nawet zaczęły od zaniechania orzekania o winie, miało początek w burzliwym starciu. Jedyna różnica jest taka, że po pierwszych potyczkach obie strony uznały, że nie wygrają wszystkiego, czego chcą, a ryzykują, że stracą to, czego stracić by nie chcieli. Wówczas dochodzi do rozejmu, który przekształca się bardziej dyplomatyczną procedurę, a ta – prowadzi do polubownego rozwodu. Dopóki jednak wyrok nie stanie się prawomocny, obie strony zachowują gotowość do walki.

Dlatego prowadząc rozwody, dążę od samego początku nie tyle do analizy faktów, co do ustalenia interesów i możliwości. Dopiero ta wiedza w połączeniu z wynikiem analizy stanu faktycznego prowadzi do przedstawienia klientowi strategii działania, czyli ustalenie:

  • co jest w interesie klienta – jaki wynik jest dla niego kluczowy – które kwestie nie podlegają dyskusji, a które można odpuścić,
  • jakie interesy ma strona przeciwna, a zatem – jakie zajmie stanowisko i czego zażąda,
  • jakie fakty umożliwiają bądź uniemożliwiają realizację interesów stron,
  • jakie klient ma dowody, a jakie może mieć przeciwnik,
  • z czego można zrezygnować, co można użyć jako przynętę, a co nie ma wartości i można oddać w odpowiednim momencie,
  • podstawowa struktura narracyjna, czyli ustalenie głównych wątków, wybór dowodów oraz kolejność działań,
  • akceptacja dopuszczalnego ryzyka.

To działa, ponieważ wpisuje się w sposób, w jaki faktycznie przebiega batalia rozwodowa. Prawo to tylko ramy zdarzeń, swoista szachownica, po której przesuwają się figury, taka konfiguracja podstawowa. Dzięki temu można ustalić, czy w danym przypadku walczyć np. o wcześniejszą rozdzielność majątkową albo nie zgodzić się na rozwód.

I ostatnia kluczowa kwestia – to, co dzieje się na sali rozpraw czy podczas tworzenia pisma do sądu, to taktyka. A taktyka jest zawsze tylko narzędziem strategii. Kiedy klient wie, czego chce, jak może to osiągnąć, co musi odpuścić, a co może podarować, zyskuje taktyczną elastyczność. Zdarzało mi się wygrywać sprawy poprzez nagły zwrot taktyczny (np. uznanie winy), bo w danej sytuacji inna taktyka szybciej lub pewniej doprowadzi do osiągnięcia celów strategicznych.

Jeśli planujesz rozwód i po przeczytaniu tego wpisu masz wrażenie, że poznałeś punkt widzenia, którego wcześniej nikt Ci nie prezentował, to zanim zadzwonisz, odpowiedz sobie na pytanie: po co mi ten rozwód? Nie “dlaczego”, bo to wiadomo – bo jest źle. Kluczowe jest pytanie “po co”, bo to ono otworzy przed Tobą prawdziwą perspektywę.