Rozwód w Warszawie
Wszystko, co musisz
wiedzieć, kiedy się
rozwodzisz

Komu działkę, komu auto

Opublikowano: 24 czerwca 2020
Komu działkę komu auto

Machiavelli radził księciu, aby nie ruszać majątku poddanych. “Ludzie łatwiej wybaczą zabicie ojca niż odebranie ojcowizny”. Nic się nie zmieniło. Możemy wyjść z sali sądowej po rozwodzie uśmiechnięci i bez wrogości, ale kiedy przyjdzie dzielić majątek… “Porzućcie wszelką nadzieję” – Dante, inny włoski klasyk. Ten napis witał w piekle. Wita pewnie do dziś i nie tylko tam.

Podział majątku – co dzielimy

Wiadomo – wszystko! Tak, tak, starą kanapę od wujka Władka oraz lichtarz kupiony trzydzieści lat temu na wycieczce do sanktuarium – także. Czy to ma sens? Żadnego. Tak naprawdę sens ma podzielić nieruchomości, pieniądze, wartościowe ruchomości (samochody, maszyny, cenne bibeloty czy obrazy) itp. Wszystko inne lepiej pominąć.

Wbrew logice nazewniczej podział majątku nie służy dzieleniu, tylko scalaniu. Prawo dąży do tego, żeby jedna rzecz miała jednego właściciela. Zatem postępowanie zmierza do tego, aby rozdzielić rzeczy pomiędzy małżonków, a następnie ustalić wysokość spłat pomiędzy nimi. Proste? Proste. Tylko trudne. Bo kluczowym problemem jest nierzadko, co ma komu przypaść.

Nieruchomości

Jeśli o nieruchomość walczą obie strony, sąd ustali, komu przyznać ją na własność oraz na jakich warunkach będzie spłata. Co do zasady spłata jest zaraz po prawomocności orzeczenia, ale może być też rozłożona na raty. Raty oprocentowane, tak żeby osoba, która ma otrzymać spłatę, nie straciła na tym, że otrzymuje pieniądze po czasie.

Jeśli nikt nie chce nieruchomości, to… trzymać się jak najdalej od sądu. Sąd nie może nikogo uszczęśliwić własnością, więc jeśli oboje małżonkowie nie chcą domu czy działki, sąd nie ma innego wyjścia jak zlecić licytację komorniczą, a pomiędzy małżonków podzielić sumę uzyskaną ze sprzedaży.

I jeśli mieszkanie kosztuje 600 tysięcy złotych, to niech Ci się nie wydaje, że przypadnie Ci z tego 300 tysięcy.

Przede wszystkim, pierwsze wystawienie na licytację jest za trzy czwarte wyceny. Jeśli nikt się nie zgłosi, druga licytacja zaczyna się od połowy wyceny. I tu z reguły zjawia się już jakiś chętny. Najczęściej jeden, więc już “na dzień dobry” kwota topnieje do ok. 300 tysięcy złotych. Po drugie, komornik odliczy najpierw własne opłaty, potem koszty opisu i oszacowania nieruchomości, opłaty związane z nadzorem sądowym i tak dalej. To może być kilkadziesiąt tysięcy. W efekcie po podziale można dostać ok. 120 tysięcy złotych.

Co zatem robić, jeśli żadne z małżonków nie chce nieruchomości? Sprzedać i podzielić się pieniędzmi. Sprzedać zawsze można, a spór co do podziału kwoty może potem rozwiązać sąd.

Rzeczy ruchome

Jakiś czas temu byłem na szkoleniu prowadzonym przez bardzo dobrego i doświadczonego sędziego. Podawał przykład sprawy, w której przedmiotem podziału była m.in. papuga. Jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało, z cywilnoprawnego punktu widzenia papuga jest rzeczą ruchomą. Może mieć zatem wartość. Powstał problem jak tę wartość wycenić, to znaczy – kto miałby to zrobić. Raczej nie “zwykły” rzeczoznawca, bardziej ornitolog, i to specjalizujący się w ptactwie egzotycznym.

Nie wiadomo, jak by ta historia się skończyła, bo sąd wcześniej czy później musiałby wydać postanowienie dowodowe, ale odezwała się natura – w trakcie sprawy papuga zmarła. Niewykluczone, że nie wytrzymała presji psychicznej w roli aktywa w postępowaniu działowym, a być może po prostu przyszedł na nią czas. Tak czy owak problem rozwiązał się sam.

Powyższy przykład pokazuje, ile można stracić czasu i energii na rzeczy naprawdę bez znaczenia (no może z wyjątkiem dla samej papugi). Sam wielokrotnie uczestniczyłem w niekończących się kłótniach o cenę poszczególnych rzeczy i udowadnianie sobie nawzajem, u kogo jest kilim, lichtarz, komplet sztućców, rower i tak dalej.

Problem, jakiego z reguły nie dostrzegają zwaśnieni małżonkowie, jest taki, że zdecydowana większość rzeczy ruchomych ma wartość tylko taką jak odprzedaż z drugiej ręki. Jeśli daliście rok temu ze współmałżonkiem 6000zł za kanapę i wydaje wam się, że teraz jest warta 5000zł, to tylko wam się wydaje. W tzw. “second-handzie” kanapa pójdzie za 500-600zł. Dlaczego? Bo jak kogoś stać na 5000-6000zł na kanapę, to sobie kupi nową. A jeśli nie stać go na 1000-1200zł, to… zapłaci mniej więcej połowę. Żeby jeszcze na transport starczyło. Rynek rzeczy używanych jest bezlitosny.

Co zatem zrobić? Najlepiej w ogóle pominąć rzeczy ruchome w rodzaju wyposażenia domu, akcesoriów, mebli itp. Serio. Z reguły więcej kosztuje wycena biegłego niż same rzeczy. Ewentualnie uzgodnić jedną kwotę do spłaty i doliczyć do salda rozliczeń.

A co z resztą? Zwłaszcza z kredytem?

To długi osobny temat. Bo jeśli Ci się wydaje, że powyżej jest już sporo wiedzy, to wyjaśniam, że to dopiero początek. Zarys wstępu szkicu. Przedsionek piekła, gdzie dopiero zaczynają się schody.

Oceń wpis!
[Ocen: 0 Średnia: 0]