Wszystko, co musisz
wiedzieć, kiedy się
rozwodzisz

Jak złożyć w sądzie pozew o rozwód

Opublikowano: 29 października 2021

Wbrew pozorom to nie jeden temat, lecz dwa. Bo jedno to kwestia czysto techniczna, czyli co napisać i co załączyć, żeby „działało” i żeby nie wojować przez pół roku z sądem o jeden dokument. Ale drugi wątek to jak złożyć pozew, żeby nie żałować.

Zacznijmy od kwestii pierwszej. Nie będę wdawał się długie i nudne opisy teoretyczno-prawne, co powinno być zgodnie z literą prawa, bo lepiej skupić się na tym, czego faktycznie oczekują i wymagają sądy.

Na pewno trzeba wskazać dane stron (najlepiej z numerami PESEL) oraz adresy. Uwaga! Adresy faktyczne – tam, gdzie się mieszka. Sądów w ogóle nie interesuje kwestia zameldowania ani własność, tylko rzeczywisty adres.

Trzeba zażądać rozwodu. I wskazać, czy rozwód ma być bez winy, czy z orzekaniem o winie. Jeśli mamy wspólne małoletnie dzieci (czyli do ukończenia 18 roku życia), to piszemy także, z kim dzieci mają mieszkać na stałe, jak ma być wykonywana władza rodzicielska (prawo decydowania o losach dziecka), czy i jakie mają być kontakty oraz w jakiej wysokości mają być alimenty. Kontakty ustala się dla rodzica, który nie mieszka na stałe z dzieckiem. I od tego rodzica są też alimenty, czyli pozew, a później wyrok, wskazuje, kto płaci na dziecko.

I trzeba w skrócie opisać małżeństwo – co się nie udało, co nas poróżniło, od kiedy nic już nas nie łączy i tak dalej. Jeśli to rozwód z winą, tego „i tak dalej” może być nawet kilka stron, nierzadko bogatych w treści. Plus opis proponowanej regulacji sytuacji dziecka.

Do pozwu zawsze załączamy odpis z USC (akt małżeństwa), a jeśli są dzieci – także odpisy aktów urodzenia oraz własne zaświadczenie o zarobkach lub ostatnie zeznanie PIT.

Opłata wynosi 600zł i można zrobić ją samemu przy okazji składania pozwu. Oraz załączyć dowód opłaty. Do sądu wysyłamy oryginał pozwu z oryginalnymi załącznikami oraz tzw. „odpis”, czyli kopię pozwu i kopię załączników. Ten odpis to jest to, co sąd później doręczy „ukochanemu misiaczkowi/najdroższej kluseczce”.

Tyle jeśli chodzi o papierologię. Pora na coś trudniejszego. Jak to napisać, żeby nie musieć się potem wstydzić ani żałować?

Cóż, jeśli chodzi o meritum, to ile ludzi, tyle historii, więc w tym zakresie nie sposób dać jednej wskazówki. Co innego rozwód bezdzietnych osób bez winy, co innego – rozwód z winą i walką o trójkę dzieci. Jednak w każdym przypadku musimy dokładnie przemyśleć, czego chcemy, co mamy „za uszami”, co chcemy ukryć, a co jest kwestią absolutnie priorytetową. Przemyśleć PRZED złożeniem pozwu.

Nawet w prostej sprawie może pojawić się problem. To nie jest tak, że co napiszemy, to święte i nienaruszalne, ale sąd będzie oceniał naszą wiarogodność i spójność naszej narracji.

Przykładowo – kobieta występuje o rozwód bez winy. To, o czym nie wie mąż, to fakt, że od ponad roku żona ma kochanka. Ta niewiedza sprawia, że mąż jest gotów na rozwód bez winy. Jeśli żona napisze w pozwie, że małżeństwo rozpadło się dwa-trzy miesiące przed złożeniem pozwu, a zdrada wyjdzie na jaw, kobieta będzie zakładnikiem własnych słów. Nie będzie można wówczas twierdzić, że małżonkowie już od dawna nie żyli ze sobą, nie współżyli i w ogóle nic między nimi nie było, a zdrada nastąpiła długo po faktycznym rozpadzie. Obojętnie, czy taka strategia w danym przypadku zadziała, w tym na pewno nie da się jej użyć. Dlaczego już w pozwie warto wskazać dużo wcześniejszy okres rozpadu. Samo w sobie tematu to nie załatwi, ale przynajmniej nie zamknie w prosty sposób drogi do skutecznej obrony.

Rzecz o większej doniosłości praktycznej to koszty utrzymania dziecka, jeśli rozwodzący się mają wspólne małoletnie dzieci. Jako że alimenty to udział w ponoszeniu kosztów, dużo ważniejsze jest wykazanie rozsądnych kosztów niż ograniczanie się do samej kwoty alimentów. Te same 1200zł alimentów to może być przecież połowa kosztów, ale może być też dwie trzecie. Jeśli podajemy koszty, tak żeby pasowały do naszego stanowiska w zakresie alimentów, to pamiętajmy, żeby nie pominąć np. ubrań czy wakacji. Bo wówczas, jeśli druga strona, doda te pozycje i zażąda wyższych alimentów, trudno będzie się wytłumaczyć, że przecież nasze koszty właśnie miały też to obejmować.

Jeśli rozwodzimy się bez winy, to znaczy, że chcemy uniknąć walki. Niech to będzie widoczne także w warstwie językowej. Te same zdarzenia można opisać w sposób napastliwy dla drugiej strony, pobłażliwy dla siebie, ale też w sposób wyważony i neutralny.

Przykładowo – jeśli żona nigdy nie chciała jeździć na zagraniczne wakacje, bo boi się latać samolotem, to można to opisać na różne sposoby. Napastliwie – „żona zawsze była uparta i nie dała nic sobie przetłumaczyć, a choćbym sobie flaki wypruwał, nigdy nie chciała pojechać za granicę i ciągle się czepiała, że mam głupie pomysły”. Można jednak opisać to w sposób pojednawczy – „mieliśmy z żoną zupełnie różne podejście do wakacji za granicą i nigdy nie udało się nam wypracować takiego rozwiązania, które pasowałoby obojgu”. To jest naprawdę to samo, ale inaczej brzmi. Jeśli chcemy walki – tekst pierwszy, jeśli chcemy rozwieść się bez winy – tekst drugi.

Tego rodzaju niuansów są dziesiątki, nie zawsze tego samego kalibru, jeśli chodzi o wagę zdarzeń. Ale wszystkie te szczegóły łączy jedna myśl – wiedzieć, czego się chce. Jak mawiają psychologie, jeśli ktoś nie chce się pokłócić, to się nie pokłóci.

I od tego trzeba zacząć – chcesz się rozwieść czy rozwodzić? Różnica może być latach, tysiącach złotych i w liczbie nieprzespanych nocy.