Czy popełniasz te cztery błędy gwarantujące klęskę w sprawie o rozwód?

Są cztery niezawodne metody na niepowodzenie w sprawie rozwodowej. Jeśli Twoim celem jest przegrana, musisz koniecznie przeczytać ten tekst, a potem użyć którejś z metod. Nie dublują się, więc masz naprawdę duże pole do popisu.

​1. Niech chaos będzie Twoim doradcą

Nic nie planuj – obojętnie, czy to Ty składasz pozew, czy Twój współmałżonek. Po co komu jakieś plany, strategia, liczenie kosztów życia dzieci na potrzeby alimentów? Idź na żywioł. Jeśli samemu piszesz pozew, wylej wszystkie frustracje.

Jeśli wnosisz o rozwód bez winy, kiedy można oszczędzić sobie tzw. “prania brudów”, rozpisz się o współmałżonku – napiętnuj jego/ją, wyciągnij wszystkie wstydliwe i przykre sekrety, opisz ze szczegółami każde negatywne zdarzenie. Wyjdzie Ci ze 20 stron – nie szkodzi, prawda jest najważniejsza. Rzecz jasna, tylko Twoja prawda! Aha, i koniecznie obraź jego/jej matkę! Wreszcie stara krowa usłyszy to, co od dawna leżało Ci na wątrobie.

Jeśli walczysz o winę, pisz lakonicznie, a przede wszystkim niezrozumiale. Opisz zdarzenia z Waszego małżeństwa tak, żeby nawet samemu mieć problem ze zrozumieniem, o co chodziło. I oczywiście absolutnie nie przejmuj się chronologią zdarzeń. To jest dobre dla leszczy. Kojarzysz “Pulp Fiction”? Wielcy ludzie nie przejmują się czasem, snując opowieść.

Jeżeli pozew przygotowuje Twój pełnomocnik, poprawiaj tekst w nieskończoność. Wprowadzaj nowe wątki, rozbudowuj istniejące, a to, co zostało w bólu i trudzie wycyzelowane, skasuj w całości. Adwokaci to uwielbiają. Wręcz pasjonują się Twoim życiem i na nic tak nie czekają jak na kolejną porcję wiedzy o kłótni z wujkiem Marianem osiem lat wcześniej. Wszystko jest ważne – w końcu piszecie razem Twoją hagiografię.

2. Zapomnij o dowodach

Sprawa zrobi się sama. Po co komu dowody, skoro jesteś Ty? Ty i Twoja prawda. Przecież nikt nie ma wątpliwości, że tylko Ty mówisz prawdę. To Twój współmałżonek jest zakłamaną łajzą albo załganą suką. To wie każdy, więc wygraną masz w kieszeni.

Jeśli jednak jakimś cudem pełnomocnik przekonał Cię, że dowody są potrzebne, wybierz jako świadków ludzi, którzy myślą tak samo jak Ty. Nie szkodzi, że widzieli Cię ze współmałżonkiem tylko raz – przez przypadek w centrum handlowym sześć lat temu. To nieistotny szczegół, ważne jest to, że Twój świadek to ktoś, kto Ci od lat w milczeniu przytakuje.

Wybierając świadka, wybierz koniecznie zamkniętych w sobie mruków albo – z drugiego bieguna – mistrzów niekończących się dygresji. Ci pierwsi udowodnią tylko to, że można ogarnąć trzydzieści pytań za pomocą trzech zwrotów: “tak”, “nie” i “nie wiem”. Ci drudzy – podzielą się opowieścią, którą ich stryjek usłyszał w dzieciństwie w czasie wojny. Po niemiecku! I koniecznie zgłoś kilkunastu takich świadków. Kupą, mości panowie!

Dowodami z dokumentów w ogóle się nie przejmuj. Kto by to czytał!? Przecież świadkowie wszystko powiedzą. A już Twoi świadkowie – na pewno. Sędzia bez trudu poskłada z tego wodolejstwa i pomruków sensowną całość. Bo musi! Taki jego obowiązek. Twój adwokat ma tylko przycisnąć kłamców i oszustów, których zawnioskuje druga strona. Łatwo będzie, bo to raptem dwie-trzy osoby, które znają Was oboje od lat, więc na pewno będą kłamać.

3. Zrób wszystko, żeby dowodów nie dało się użyć

Jeśli pomimo wcześniejszych rad udało Ci się jakimś cudem zgromadzić sensowny materiał dowodowy, nie idź z nim do adwokata! A już na pewno nie do sądu. Pokaż wszystko współmałżonkowi. Niech wie, jak i do czego ma się przygotować w sądzie. Przecież nie chodzi o wygraną – chodzi wyłącznie o minę, jaką ten palant/ta kretynka zrobią, kiedy zobaczą, co masz. Te dwie-trzy sekundy satysfakcji są więcej warte niż efekt trwającego latami procesu.

Jeśli masz materiały w formie elektronicznej, koniecznie zrób tylko jedną kopię. Najlepiej na starym wysłużonym nośniku, który pamięta jeszcze Windows 98. A jeśli nadal masz wątpliwości, czy materiał przetrwa, walnij w nośnik młotkiem. Wystarczy raz. Drugi cios możesz wymierzyć sobie w głowę.

Na pewno w czasach świetności Waszego małżeństwa dałeś/dałaś współmałżonkowi dane dostępowe do Twojego maila albo chmury danych. Nie zmieniaj hasła! Zwłaszcza tak wyrafinowanego jak “123_twojęimię” albo “legiapany” albo “dupa01”. I zadbaj o to, aby nie wylogować fejsa ze starego komputera, który został w domu współmałżonka.

Jeśli masz dokumenty, np. korespondencję mailową, SMSy, konwersacje z komunikatorów, wybierz tylko te fragmenty, które są oderwane od siebie albo zawierają dialogi na temat rozmowy o tym, jak się pokłóciliście o przebieg innej rozmowy trzy lata wcześniej.

Jeśli już masz to nieszczęście, że masz konkretny materiał dowodzący np. zdrady współmałżonka, ukryj go w zalewie 80 stron innej konwersacji na zupełnie inny temat. I wydrukuj kopię kopii kopii niewyraźnego skanu kopii zrobionej z ekranu komputera telefonem z aparatem o niskiej rozdzielczości. Pomyśl, że od paru tysięcy lat nie odszyfrowano pisma linearnego B z Krety, a mimo to jest to pomnik cywilizacji zachodniej. Musisz to przebić! Sędziowie uwielbiają takie zagadki.

4. Zwódź pełnomocnika

Ukryj wszystkie ważne dane i informacje. A jeśli już musisz przekazać jakieś dokumenty, wyślij je mailem 10 minut przed rozprawą. Nie przyznawaj się pełnomocnikowi do zdrady ani np. do faktycznie innej orientacji seksualnej. Jeśli wiesz, że współmałżonek ma dowody na Ciebie, nie piśnij o tym nawet słowa. Podaj nieaktualne dane świadków. Zaprzeczaj wszystkiemu, co wynika z pism przeciwnika, bez względu na to, czy to prawda. Cały czas powtarzaj, że masz haki na współmałżonka i całą jego rodzinę. To przecież wystarczy, żeby wygrać. Dzień przed rozprawą wyślij pełnomocnikowi o godz. 23:30 SMSa z informacją, że chyba pomyliłeś/pomyliłaś świadków albo że tak naprawdę to zdradzałeś/zdradzałaś współmałżonka. Odwołaj kluczowe spotkanie tuż przed rozprawą. Krytykuj pełnomocnika za wszystko, a kiedy będzie Ci wyjaśniał co i jak, włącz go razem ze skorumpowanym sędzią do spisku przeciwko Tobie. I najważniejsze – cały czas pamiętaj, że Twój pełnomocnik żeruje na Twoim nieszczęściu. To pozwoli zbudować Wam dobrą i szczerą relację.