Jak pozyskać dobrego świadka?

Przede wszystkim o tym, czy świadek był dobrym świadkiem, dowiadujemy się niestety dopiero po jego zeznaniach. Dopóki człowiek nie przyjdzie do sądu i nie złoży zeznań, możemy jedynie mieć nadzieję, że wypadnie dobrze i pomoże nam w naszej sprawie.

No dobrze, to kto to jest dobry świadek?

Ten, który składa dobre dla nas zeznania. To nie jest ucieczka przed odpowiedzią, ale głęboka prawda, nierzadko boleśnie doświadczana na sali sądowej. Przykład z życia, tzw. przyjaciółka na śmierć i życie: “kochana, jak trzeba będzie, to pójdę do sądu i wszystko opowiem, nic się nie bój, jestem po twojej stronie, wiesz, że możesz na mnie liczyć”. Bierzemy ją do sądu. Kobieta staje przy pulpicie i już na pierwsze pytanie sądu: “co pani wiadomo o małżeństwie stron?”, udziela najgorszej możliwej odpowiedzi: “ja to nic nie wiem, nie mieszałam się, a koleżanka mi się nie zwierzała”. Po kilku minutach pani wychodzi z sali – bogatsza o nowe doświadczenie, jakim jest utrata dotychczasowej przyjaciółki.

Co poszło nie tak? Rozpoznanie. Czasami tak bardzo chcemy wierzyć w to, że ktoś nam pomoże, że niemal na siłę wymuszamy zgodę na zeznawanie (zgoda nie jest konieczna prawnie, ale towarzysko – owszem). Albo nie dostrzegamy znaków lub ignorujemy dotychczasową historię znajomości. W efekcie mamy obietnicę, której wartość jest zerowa.

Rozmawiając z potencjalnym świadkiem, trzeba przez 90% czasu słuchać, a 10% czasu poświęcać na zadawanie pytań. Ale nie w rodzaju “a pamiętasz, jak wtedy, po tych wakacjach w Łebie, no wiesz, w 2009r., to on mi powiedział, że jak ja mu powiedziałam o ciotce, wiesz, że ona tego domu nie sprzeda, to on pomyślał, że ja z ciotką rozmawiałam i wiem to z rozmowy z nią, a ja mu przecież mówiłam, że z ciotką jestem pokłócona, a wszystko wiem od Mariana, bo Marian…”. Nie, koleżanka na pewno nie pamięta. I z pewnością już się zgubiła, zwłaszcza że ani ciotki, ani Mariana, nigdy nie widziała na oczy.

Co zatem robić? Najpierw podkreślamy, jak ważną dla nas osobą jest świadek, ile mu zawdzięczamy i jak bardzo się cieszymy, że łączy nas przyjaźń. Potem pytamy o opinię o naszym małżeństwie. Potem podpytujemy o szczegóły, ale tylko te, o których świadek sam wspomniał. Następnie pytamy, jak świadek mógłby nam pomóc w procesie. W ostateczności podpowiadamy, że chodzi nam o zeznawanie w sądzie. Bardzo uważnie obserwujemy reakcję.

Jakiekolwiek zawahanie się, szukanie pretekstów, zasłanianie się brakiem pamięci czy próba zmiany tematu, to znak: to nie będzie dobry świadek.