Rozwód w Warszawie
Wszystko, co musisz
wiedzieć, kiedy się
rozwodzisz

Mediacja – ugoda, porozumienie, umowa?

Opublikowano: 25 czerwca 2023
ugoda mediacja sąd

W ramach mediacji niemal wszyscy pytają mnie o trzy zasadnicze kwestie. Czy w ramach mediacji podpisuje się ugodę, porozumienie, umowę? Co trzeba napisać? Co jest ważne? I ostatecznie – jak to napisać? W jakiej formie? Jakimi słowami? Już wyjaśniam 🙂

Przede wszystkim nazwa nie ma znaczenia. Czy dokument nazwiemy ugodą, porozumiem, umową, czy jakkolwiek inaczej, jest to obojętne. Owszem, przepisy posługują różnymi pojęciami, ale to ma bardziej znaczenie porządkujące.

Z reguły transakcje, jakie zawieramy w życiu w ramach prawa cywilnego, noszą nazwę umowy. Takim pojęciem posługuje się kodeks cywilny. I jest to chyba jasne – umowa, bo się na coś umawiamy.

Kodeks rodzinny posługuje się pojemnym określeniem “porozumienie”, bo w tej kwestii prawo i sąd najbardziej interesują się rzeczywistym… porozumieniem! Czyli takim stanem, w którym rodzice (bo praktycznie mówimy o porozumieniu rodzicielskim) uzgodnili między sobą trzy kwestie – miejsce pobytu dzieci, kontakty i alimenty. Z kolei w procedurze cywilnej (sądowej) pojawia się pojęcie ugody, które obejmuje uzgodnienia stron kończące spór.

To są jednak zwroty, które ułatwiają komunikację na najprostszym poziomie. Prawnik słyszy “ugoda”, to zakłada, że był jakiś spór, ale udało się osiągnąć kompromis i zażegnać konflikt. Słyszy “porozumienie”, więc zakłada, że są już jakieś wiążące ustalenia, obojętnie nawet czy spisane. Więcej nawet – porozumienie może zawierać pewne elementy dorozumiane, czyli niewyrażone wprost.

Jeśli zatem siadacie z drugim rodzicem do spisania Waszych ustaleń i zastanawiacie się, jaką nazwą określić przygotowywany dokument, to odpowiadam – jakąkolwiek. Najlepiej taką, która dla Was jest zrozumiała i akceptowana. Oczywiście, dobrze jest nie popadać w śmieszność. Nazwanie porozumienia rodzicielskiego “Statutem Organicznym Praw i Obowiązków Rodzicielskich dla potomności i wiecznej pamięci na kartach ośmiu ręką pleno titulo rodziców skreślone” może nawet skłonić sąd do skierowania Was na badania do specjalisty (i nie, nie chodzi o polonistę, choć też na literę “p”). Zatem nie przesadzajmy. Ale jeśli chcecie dać tytuł “Umowa Rodzicielska”, “Porozumienie o Wychowaniu Dzieci”, “Kontrakt Rozwodowy”, to piszcie śmiało. Jako że ten wpis poświęcony jest tematyce szeroko rozumianej mediacji, będę posługiwał się pojęciem “ugody mediacyjnej”.

Co ma zawierać ugoda mediacyjna?

Najprościej – to, na co się umówicie. Wiem, że brzmi jak truizm, ale taka jest prawda. Ile razy widziałem niepełne i niezrozumiałe ugody, a po dopytaniu o szczegóły, dowiadywałem się, że “a to już sobie z mężem/żoną dogadaliśmy osobno”. Serio. Problem bierze się stąd, że wiele osób myśli, że ugoda to jakiś papier do sądu – musi być, więc podpisujemy, ale tak naprawdę to mamy własne ustalenia. Tak nie jest. To, co podpisujecie, ma zawierać to, co uzgodniliście. Jeśli cokolwiek nie zostanie zapisane, to jaki jest sens zapisywać resztę? Tu działa zasada “wszystko albo nic”.

Bardzo często spotykam się też z problemem “w drugą stronę”. I przyznaję, że to zjawisko to głównie domena słabych mediatorów, którzy nawet mają jakąś wiedzę (najczęściej niezwiązaną ani z prawem, ani z psychologią/pedagogiką), ale nie rozumieją przydatności ugody mediacyjnej pod kątem sprawy sądowej o rozwód, więc wpisują wszystko. Dosłownie wszystko. A tymczasem do ugody trzeba, owszem, wpisać wszystko, ale wszystko to co niezbędne i ma sens.

Widzę potem takie potworki na sześć stron, które w 95% zawierają watę słowną, a te biedne 5%, które ma znaczenie, jest przepisane z Internetu lub z cudzego pisma procesowego, a i tak nie niesie żadnej treści. To są te wszystke “zważywszy, iż rodzice kierują się dobrem dzieci” albo “rodzice zobowiązują się, wykonując władzę rodzicielską, kierować zasadami…” itd. To wszystko można wyrzucić.

Miałem kiedyś sprawę, w której pośród pięciu stron wodolejstwa zasadnicze rozstrzygnięcie zawarte było w jednym zdaniu (tyle że wielokrotnie złożonym, oj bardzo złożonym). Problem w tym, że kiedy powstał spór ojciec dziecka interpretował ten zapis zupełnie inaczej niż matka dziecka. Ja odczytałem ten zapis jeszcze zupełnie inaczej, a kiedy sprawa trafiła do sądu (zdawałoby się z prostym wnioskiem o zatwierdzenie ugody), sąd miał jeszcze inną koncepcję (nie powiem – ciekawą). Na szczęście udało się dogadać w sposób cywilizowany.

Co może regulować ugoda mediacyjna?

Jak wspomniałem wcześniej – trzy kwestie: miejsce pobytu dziecka, kontakty i alimenty. Można to wszystko ująć na jednej-dwóch stronach.

W przypadku dziecka ustalamy, z którym rodzicem dziecko będzie na stałe mieszkać. Nie chodzi o adres, chodzi o “przynależność” do rodzica. Kontakty to harmonogram spotkań z dzieckiem tego rodzica, który z dzieckiem nie mieszka (z reguły jest to ojciec). Nie trzeba zatem pisać kontaktów dla obojga rodziców – ten “wiodący” (z którym dziecko mieszka na co dzień) ma niejako automatycznie zapewniony kontakt z dzieckiem.

W przypadku alimentów sugeruję nie poprzestać tylko na samej kwocie, ale też określić, jaka jest łączna suma kosztów utrzymania dziecka i co się na to składa. To nie muszą być kwoty do piątego miejsca po przecinku – to nie elektrownia atomowa. Wystarczą szacunkowe kwoty zaokrąglone do pełnych dziesiątek złotych. Jeśli jakiś koszt ma charakter czasowy i dzielicie go na pół (np. prywatne przedszkole), to zapiszcie, że przedszkole nie jest wliczone w koszty na potrzeby alimentów, a rodzice dzielą się opłatą po równo (np. w miesiące parzyste całość płaci ojciec, a w nieparzyste – matka).

A co z władzą rodzicielską? Nic. Po pierwsze, co do zasady rodzicom przysługuje wspólnie pełna władza rodzicielska. Po drugie, tylko sąd może ingerować we władzę rodzicielską. Po trzecie, sam fakt zawarcia porozumienia sądy słusznie interpretują jako wyraz faktycznego porozumienia rodziców, przejaw ich dojrzałości oraz realizację władzy rodzicielskiej.

A co to jest władza rodzicielska? W dużym uproszczeniu – prawo do decydowania o istotnych sprawach dziecka, w tym o jego wychowaniu i zasadach opieki nad dzieckiem. Dlatego z ugody można wyrzucić całe górnolotne pustosłowie o podejmowaniu wysiłku, zapewnianiu należytej troski, roztoczeniu opieki, oraz intelektualne koszmarki o wspólnym uzgadnianiu wyboru szkoły, wymienianiu się informacjami i przekazywaniu sobie książeczki zdrowia. Na tym właśnie polega władza rodzicielska. Jeśli ktoś ma z tym problem i musi to sobie zapisać, to powinien przemyśleć istotę własnego rodzicielstwa.

Jaka jest odpowiednia forma ugody mediacyjnej?

Jeśli przygotował ją mediator, to forma powinna być pisemna. Od mediatora powinniście otrzymać trzy dokumenty: umowę mediacyjną między Wami (w zasadzie na umowie powinna być adnotacja mediatora o przyjęciu mediacji), protokół z mediacji oraz ugodę. Jeśli do mediatora skierował Was sąd, to mediator wysyła dokumenty sam – z wyjątkiem umowy, bo tej nie ma, bo jest zarządzenie sądu.

Jeśli ugodę przygotowujecie sami, to forma pisemna wynika tylko z potrzeb dowodowych – Wasze ustalenia muszą być jakoś utrwalone. Może to być zwykła zapisana kartka papieru, nawet szminką na serwetce, choć tę formę sugeruję zostawić dla liścików miłosnych. Ugoda nie musi mieć formy aktu notarialnego ani dokumentu z podpisami notarialnie poświadczonymi. Możecie nawet zrobić tak, że po dogadaniu się jedno wyśle drugiemu mail, a odbiorca potwierdzi ustalenia. To jest forma dokumentowa (wprowadzona kilka lat temu do prawa cywilnego) – w zasadzie równoważna zwykłej formie pisemnej.

A jak napisać ugodę od strony czysto językowej? Zrozumiale i czytelnie! Naprawdę, nie ma sensu silić się ani na język pseudo-prawniczy, ani na uskrzydlone górnolotne frazy pisane wierszem. Trudno podać mi konkretny przykład, ale jeśli macie wątpliwości, napiszcie wszystko tak jakbyście mieli opowiedzieć znajomemu albo rodzinie, jak się umówiliście z drugim rodzicem. Jak to się popularnie, choć mało elegancko mówi – “jak chłop krowie na rowie”. Dokument ma być napisany tak, że będzie jasny i przejrzysty dla Was. W razie wątpliwości dajcie go do przeczytania komuś zaufanemu, ale bez tłumaczenia Waszych intencji. Jeśli osoba trzecia zrozumie, na co się umówiliście, to macie dobrze napisaną ugodę.

Osoby zainteresowane ugodowym rozwodem i zdecydowane na rozwód zapraszam do kompleksowej usługi mediacyjnej.