Rozwód w Warszawie
Wszystko, co musisz
wiedzieć, kiedy się
rozwodzisz

Kiedy ojciec nie jest ojcem – zaprzeczenie ojcostwa w sądzie

Opublikowano: 4 maja 2022

Sprawa wydaje się prosta. Kiedy rodzi się dziecko, wystarczy pójść do urzędu stanu cywilnego i “załatwić papiery”. Urząd zajmie się resztą. I to rzeczywiście jest proste. Skomplikowane się robi, kiedy zamężna kobieta urodzi dziecko, którego biologicznym ojcem nie jest jej mąż. “To nie mogę po prostu podać w urzędzie danych prawdziwego ojca?” – pada wówczas pytanie. Nie.

Zabrzmi to okrutnie, ale co do zasady dla polskiego prawa biologiczne pochodzenie dziecka od konkretnego ojca ma znaczenie wtórne. Zacznijmy od podstaw – kobieta, która rodzi dziecko, jest albo mężatką, albo stanu wolnego. Tą drugą sytuacją nie będę się teraz zajmował. Jeśli jest mężatką, stosuje się domniemanie, że ojcem dziecka jest mąż matki. Tłumacząc na polski – bez względu na faktyczne pokrewieństwo formalnie jako ojciec w dokumentach USC będzie widniał mąż matki.

I tu krótka przerwa, bo już na tym etapie to nie jest takie oczywiste. Jeśli kobieta, która urodziła dziecko, nie była już mężatką, ale pomiędzy rozwodem lub unieważnieniem małżeństwa upłynęło nie więcej niż trzysta dni, ojcem dziecka jest były (a w przypadku unieważnienia – niedoszły) mąż matki. Jest, to znaczy oficjalnie będzie figurował w USC jako ojciec. Nie dotyczy to separacji. Jeśli dziecko urodziło się po uprawomocnieniu się wyroku o separację, ojcem dziecka nie jest mąż matki.

I to jeszcze nie koniec. Jeśli nawet nie upłynęło trzysta dni od rozwodu albo unieważnienia, a kobieta wyszła za mąż, domniemywa się, że ojcem dziecka jest jej aktualny mąż. Trzeba przyznać, że ten system domniemań jest całkiem logiczny i spójny z doświadczeniem życiowym.

Ale co to znaczy domniemanie ojcostwa?

Tak jak wspomniano powyżej – że nikt nie sprawdza pochodzenia biologicznego dziecka od konkretnego mężczyzny. Jest małżeństwo – są dzieci, a mąż matki jest ich ojcem. Z reguły jest też tak w rzeczywistości, więc system funkcjonuje. Problem zaczyna się, kiedy mąż matki nie jest ojcem biologicznym. Co wtedy trzeba zrobić? To zależy od czynników pozaprawnych. Jeśli mąż matki nie jest ojcem biologicznym, wie o tym i godzi się na bycie ojcem, nie musi robić nic.

Niemniej, warto pamiętać, że z ojcostwem wiążą się prawa i obowiązki. Przede wszystkim to prawo do opieki oraz decydowania o losach dziecka, a także – prawo do utrzymywania kontaktu z dzieckiem. I obowiązek finansowania życia dziecka aż do osiągnięcia przez nie samodzielności (nie pełnoletności – samodzielności).

A co z ojcem biologicznym? Nic. Formalnie jest osobą obcą dla dziecka – nie ma żadnych praw ani obowiązków. Gdyby zabrał dziecko bez zgody rodziców, popełni przestępstwo z art. 211 kodeksu karnego. Bowiem to, że łączy go z dzieckiem pokrewieństwo, nie ma żadnego znaczenia z prawnego punktu widzenia. Więcej nawet – taki biologiczny ojciec nie ma żadnych praw, żeby dochodzić ustalenia ojcostwa. Chyba że najpierw matka dziecka albo jej mąż przeprowadzą zaprzeczenie ojcostwa.

Jak zatem przeprowadzić zaprzeczenie ojcostwa?

Przede wszystkim można to zrobić tylko w sądzie. Żadne oświadczenia, umowy, wnioski do USC itp., nie będą skuteczne. Tylko sąd może wydać wyrok, w którym stwierdzi, że określony mężczyzna nie jest ojcem dziecka. Sąd musi ustalić, że w tzw. okresie koncepcyjnym matka nie współżyła z mężem i że do zapłodnienia doszło poza związkiem małżeńskim. Z kim matka ma dziecko, jest obojętne. Celem postępowania jest wykazać, że na pewno nie z mężem.

Pół biedy, jeśli wszyscy zainteresowani są zgodni co do tych faktów i dają w sądzie wiarygodne wyjaśnienia. Gorzej, jeśli zaczyna się walka. Wówczas sąd musi przeprowadzić dowody, które pozwolą ustalić, że w określonym czasie mąż matki nie współżył z żoną. Na szczęście obecnie sprawę ułatwiają dość powszechne i łatwo dostępne (choć nie tanie) testy DNA, które dają skuteczność na poziomie 99,99%. A czemu nie 100%? Bo pewna jest tylko śmierć i podatki.

No właśnie – “wszyscy zainteresowani”. Formalnie uczestnikiem postępowania jest nie tylko matka i jej mąż, ale także ich dziecko. Tak, od strony prawnej nowonarodzony stawia już pierwsze kroki przed sądem, mimo że nierzadko nie stawia jeszcze kroków jako człowiek. Na szczęście nie musi stawiać się przed sądem – działa za niego specjalny kurator. Dla wielu osób to dość zawiła konstrukcja prawna, dlatego tym bardziej polecam, żeby taką sprawę prowadził prawnik rodzinny.

Czy to już wszystko, co trzeba wiedzieć?

Ależ skąd! Na wystąpienie o zaprzeczenie ojcostwa mamy rok. Ale rok liczy się od daty dowiedzenia się, że dziecko nie pochodzi od męża matki. Sądy różnie traktują zwrot “dowiedział się”, ale większość stoi na gruncie literalnego traktowania przepisu, że chodzi o taką sytuację, w której w danych okolicznościach pojawia się informacja wykluczająca ojcostwa męża matki. Najprostszy przykład to badanie krwi z wynikiem wykluczającym. W ciągu tego roku mąż matki musi złożyć pozew w sądzie. Inaczej jego prawo wygaśnie. Matce także przysługuje roczny termin i z tymi samymi skutkami. Uprzedzając pytania, wyjaśniam, że można sobie wyobrazić taką sytuację, że matka nie wie, z kim zaszła w ciążę.

Kto z uwagą notował wszystkie terminy, które pojawiły się w tym tekście, może zadawać sobie pytanie, jak się ma np. te trzysta dni od rozwodu do raptem niewiele więcej, bo trzysta sześćdziesiąt pięć dni na powództwo.

Wyjaśnienie jest proste. Datą fundamentalną dla wszystkich terminów na zaprzeczenie ojcostwa jest data urodzenia dziecka. Bo dopiero wówczas w sensie prawnym powstał nowy człowiek. Któremu można wystawić dokument USC. Można powiedzieć, że prawo rozwiązało problem, nad którym dywagowali starożytni filozofowie – co to znaczy człowiek? W polskim prawie człowiek to istota żywa, której wystawiono akt urodzenia. 

To nie żart. Ciąża niedonoszona albo poród martwego dziecka nie rodzi takich konsekwencji. Mówiąc lapidarnie, nie ma człowieka, nie ma domniemań, nie ma konieczności prowadzenia spraw w sądzie. Dlatego żaden termin nie może się rozpocząć przed urodzeniem dziecka.