Czy można zmienić nazwisko po rozwodzie?

Odpowiem z przekąsem – zawsze można, także przed rozwodem. Z rozwodem wiąże się inne zagadnienie – powrót do nazwiska noszonego przed ślubem. I to niekoniecznie panieńskiego w przypadku kobiet.

Sprawa jest prosta, ale budzi duże emocje. Przywiązujemy się do nazwiska, bo siłą rzeczy definiuje ono naszą tożsamość i w ogóle trzeba się jakoś nazywać. Mało kto wie, że od wielu lat w Polsce istnieje zasada, w myśl której można przyjąć nazwisko drugiego małżonka, niekoniecznie żona męża. Mąż przyjąć nazwisko żony. Oboje mogą też zdecydować się na nazwisko podwójne.

Wszystko gra, póki w małżeństwie hula. Kiedy jednak przychodzi się rozwieść, pojawić się może kwestia ambicjonalna. “Nie życzę sobie, aby ona (ona – z odpowiednim naciskiem) nosiła moje nazwisko po rozwodzie”. Nawet jeśli ktoś nie nazywa się Kościuszko, Piłsudski czy Sobieski, niechęć do byłego małżonka (z reguły w tym przypadku żony) bierze górę nad wszelkim rozsądkiem.

Czy można zażądać rezygnacji z przyjętego po ślubie? I tak, i nie.

Oho, zaczyna się! Czy u prawników zawsze odpowiedź musi brzmieć “to zależy”? Tak, musi. Uczą tego już na pierwszym roku prawa, a nawet z tego egzaminują.

A na poważnie – formalnie nie można wysunąć takiego żądania. To znaczy – wysunąć żądanie zawsze można, ale w tym przypadku druga strona nie musi się do niego stosować. Bowiem taka zmiana nazwiska po rozwodzie (pomijając, że to nie zmiana) jest wyłącznym uprawnieniem małżonka, który przyjął nazwisko współmałżonka. Może tak zrobić, ale nie musi. Czyli odpowiedź brzmi “nie”? Formalnie nie, ale będzie jeszcze o tym mowa.

A co to właściwie znaczy powrót do nazwiska?

Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, że po rozwodzie można nie tyle zmienić nazwisko, co wrócić do nazwiska noszonego przed ślubem.

Chodzi zatem niejako o cofnięcie skutków małżeństwa w zakresie noszonego nazwiska. I nie ma znaczenia, czy ślub był dwa lata wcześniej, czy trzydzieści. Jakoś przed ślubem się nazywaliśmy i do tego stanu teraz wracamy. I dlatego nie musi to oznaczać nazwiska panieńskiego. Jeśli kobieta już raz wyszła za mąż i rozwiodła się, ale nie wróciła do poprzedniego nazwiska, to po kolejnym rozwodzie może wrócić do nazwiska, ale sprzed drugiego ślubu. Czyli po pierwszym mężu. Jeśli będzie chciała wrócić do “oryginalnego” nazwiska jako panny, zostaje jej tylko zwykłe postępowanie administracyjne.

Ile mamy czasu i jak wygląda procedura?

Na powrót do nazwiska są trzy miesiące od uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Czyli wystarczy prawomocny wyrok, nasze oświadczenie przed kierownikiem USC oraz opłata skarbowa 11zł i temat załatwiony. To jest naprawdę proste. W większości urzędów nie trzeba nawet przynosić odpisu wyroku, bo sąd sam z siebie wysyła wyrok do USC. Wysyła wyciąg, czyli tylko informację o rozwodzie – bez kwestii winy, alimentów itd.

Ale uwaga! Trzeba wiedzieć, czy i kiedy wyrok się uprawomocnił. A jak można tego nie wiedzieć? Można. Po pierwsze, w 2019 roku zmieniły się przepisy i teraz jeśli nikt nie złoży wniosku o uzasadnienie wyroku, uprawomocni się on już po siedmiu dniach. Jeśli zatem wyroku nikt nie kwestionuje, to już ósmego dnia jesteśmy rozwiedzeni. Ale jeśli któraś ze stron złoży wniosek o uzasadnienie, to wyrok uprawomocni się później. Albo po upływie terminu na apelację, albo po rozpoznaniu apelacji, czyli po wyroku sądu apelacyjnego.

I tu jest problem. Obecnie apelację doręcza sąd apelacyjny, więc zanim ona do nas dotrze, może minąć nawet pół roku (mam na myśli realia Warszawy). I termin może minąć. Bo apelacja może nie dotyczyć rozwodu, tylko np. alimentów na dzieci. Wówczas następuje rozwód, bo wyrok w niezaskarżonej części staje się prawomocny.

Jeśli zatem chcemy zmieścić się w terminie, a wiemy, że druga strona złożyła apelację, to jedyną metodą ustalenia co z wyrokiem jest wizyta w sądzie i sprawdzenie zakresu apelacji. Co nie zawsze jest proste, bo apelacja może być już przesłana z sądu okręgowego do apelacyjnego, a tam czeka nas na początek szukanie sygnatury (numeru) sprawy. Cóż, nikt nie obiecywał, że rozwód to łatwy temat.

Na pocieszenie mogę powiedzieć, że jeśli przekroczymy termin, to stosunkowo łatwo będzie wrócić do nazwiska w normalnym trybie zmiany, tj. w drodze zwykłego postępowania administracyjnego. Czyli nie załamywać rąk, jeśli termin przeleciał.

Co potem zrobić z tym nowym/nienowym nazwiskiem?

Nosić z dumą 🙂

Pierwsza ważna kwestia – tożsamości nie zmieniliśmy. Numer PESEL i numer buta są wciąż te same, więc wciąż my to my, ta sama osoba. Zatem wszystkie zawarte przez nas umowy, podpisane dokumenty, udzielone pełnomocnictwa itd. pozostają bez zmian. Znajomi na fejsie także (z wyjątkiem rodziny rozwiedzionego małżonka). Nie trzeba nic korygować. Owszem, jeśli jest taka potrzeba, należy powiadomić o zmianie, ale to kwestia czysto informacyjna.

Druga sprawa – jeśli prowadzimy później inne postępowanie, do którego potrzebne jest wykazanie faktu rozwodu (np. podwyższenie alimentów, podział majątku), to musimy poinformować, że doszło do zmiany nazwiska. Najprościej dołączyć do sprawy albo decyzję USC o powrocie do nazwiska, albo przedstawić akt urodzenia. Inaczej konieczne będzie sprostowanie zapadłego orzeczenia w zakresie nazwiska.

To wreszcie jak jest – można zmusić do zmiany nazwiska?

Wszystko można, tylko trzeba wiedzieć jak. Nie ma roszczenia o nakazanie współmałżonkowi rezygnacji z nazwiska, ale można podpisać z nim umowę, w której współmałżonek zobowiązuje się do powrotu do poprzednio noszonego nazwiska pod groźbą kary umownej.

To jest rozwiązanie, które ma dwa mankamenty. Po pierwsze, współmałżonek musi się zgodzić na zawarcie umowy. I taka zgoda jest pochodną daru przekonywania oraz gry interesów. Jak świat światem, ludzie podpisują to, co uważają za dobre dla nich. Po drugie – wbrew pozorom wpisanie kwoty kary umownej nie zamyka tematu ostatecznie. Przepisy prawa cywilnego znają pojęcie miarkowania wysokości kary umownej, a sama kara ma stanowić zryczałtowane odszkodowanie. A jeszcze w tym przypadku mamy bardziej do czynienia z zadośćuczynieniem niż odszkodowaniem. Innymi słowy – da się, ale to wymaga dobrego rozegrania tematu z drugą stroną.