Alimenty – do kiedy trzeba płacić?

Na temat alimentów na dzieci krąży wiele mitów. Najpopularniejszy to ten, że alimenty wygasają po ukończeniu dwudziestego szóstego roku życia. Dlaczego dwudziestego szóstego? Dobre pytanie. Zwłaszcza że tak nie jest.

To skoro nie dwadzieścia sześć, to może osiemnastka? Też nie. To co – dwadzieścia pięć? dwadzieścia cztery? Nie? To ile?

W ogóle nie ma takiego limitu. Naprawdę. Te dwadzieścia sześć lat pewnie wzięło się stąd, że jest to wiek graniczny dla większości uprawnień związanych ze studiami, nauką i ogólnie młodością. Ale w przypadku alimentów tak nie jest. Nie ma żadnej ustawowej granicy wieku dla obowiązku alimentacyjnego.

To co – trzeba płacić do końca życia? To zależy…

Alimentacja na rzecz osoby dorosłej różni się zasadniczo od alimentów na dziecko. O ile od dziecka nie oczekujemy samodzielnego utrzymywania się, o tyle osoba dorosła ma taki obowiązek. Formalnie z chwilą ukończania osiemnastego roku życia człowiek nie podlega niczyjej władzy, ma prawo samemu wybrać miejsce zamieszkania, sam ustala, z kim i jakie kontakty utrzymuje, ba! ma nawet prawo się pobrać.

Powiało grozą. Czyli co? Osiemnastka i szlus – zaczyna się prawdziwe życie? Tak, ale wciąż z tematem alimentów do ogarnięcia.

Granicą alimentacji jest – uwaga! – usamodzielnienie się uprawnionego. Łatwo powiedzieć, ale co to znaczy? To, że od tej pory sąd ma prawo ocenić sytuację takiego dorosłego dziecka pod kątem odpowiedzi na pytanie, czy uprawniony wykorzystuje posiadane możliwości zarobkowe, czy w ogóle takie możliwości posiada, czy się uczy i w jakim trybie, czy już zaczął pracę, ewentualnie dlaczego nie, a nawet to, czy i jakie ma posiada ograniczenia, w tym zdrowotne, nałogi i tak dalej.

Wszystko w jednym celu – ustalić, czy uprawniony niejako zasługuje na alimenty. Tak, dokładnie taki jest cel. Skoro mamy do czynienia z osobą dorosłą, tak samo dorosłą jak jej rodzice, to sąd musi ocenić, czy tej osobie wciąż niezbędna jest pomoc finansowa rodziców (opiekunów).

Podam kilka przykładów.

Dwudziestodwuletnia córka pozywa ojca o alimenty. Nie pracuje, ale się uczy – konsekwentnie od paru lat na tym samym kierunku. Jest zdrowa, ale nie podejmuje pracy, w zasadzie bez konkretnego powodu. Sąd dochodzi do wniosku, że niewielkie alimenty jej się należą, ponieważ wciąż jest osobą młodą, dla której kluczowy jest rozwój pod kątem przyszłej pracy. Sąd limituje alimenty, bo chce jednak zmobilizować uprawnioną do przyspieszenia poszukiwań pracy. W trakcie sprawy uprawniona zdobywa pracę z dochodem niewiele niższym od tego, który osiąga ojciec. Sąd ustala alimenty na czas do podjęcia pracy, za dalszy okres – oddala powództwo (tzn. mówiąc po ludzku – odmawia dalszej alimentacji).

Kobieta trzydziestoparoletnia jest uprawniona do alimentów. Z uwagi na pewną niepełnosprawność intelektualną nie jest w stanie przekroczyć pewnego poziomu wynagrodzenia. Występuje o podwyższenia alimentów, argumentując znacznym wzrostem kosztów utrzymania. W toku postępowania okazuje się, że oprócz wynagrodzenia z umowy o pracę kobieta otrzymuje pieniądze z dodatkowych prac wykonywanych zdalnie. Jednocześnie nie wykazała, że rzeczywiście nastąpił wzrost jej kosztów utrzymania. Sąd oddalił jej powództwo, uznając, że wsparcie jej się należy, jednak dotychczasowa wysokość jest wystarczająca.

Mężczyzna dwadzieścia trzy lata żąda znacznych alimentów. Studiuje, ale to już jego trzeci pierwszy rok. Dotychczasowe kierunki studiów okazały się niewypałem. Mężczyzna nie pracuje, bo – jak twierdzi – nie ma czasu. Jednak analiza harmonogramu jest studiów wykazuje, że mężczyzna ma sporo wolnego czasu, który może przeznaczyć na pracę, choćby w niepełnym wymiarze godzin albo w trybie zmianowym. Sąd zasądza alimenty, ale stosunkowo niewysokie około jedną czwartą żądania.

Dojrzały mężczyzna występuje o uchylenie alimentów na dorosłego syna lat dwadzieścia jeden. Jakkolwiek syn się uczy i pracuje, to czas pracy ogranicza do minimum, a z informacji w sprawie wynika, że pieniądze wydaje głównie na używki, przede wszystkim papierosy, oraz na imprezowanie. Tymczasem ojciec wskutek udaru doznał poważnych ograniczeń zarobkowych, niewykluczone, że będzie musiał przestać pracować i udać się na rentę. Sąd uchyla alimenty, kierując się utratą możliwości zawodowych ojca.

Jak widać na powyższych przykładach, w przypadku alimentacji na rzecz dorosłych decydują nierzadko niuanse, a nawet niewielka zmiana może przesądzić o całości roszczenia.

I jeszcze jedno. Alimenty zasądzone czy ustalone przed osiemnastym rokiem życia nie wygasają. W ogóle nic się z nimi nie dzieje. Zmienia się jedynie… odbiorca świadczenia. Od początku alimenty są dla dziecka, więc z prawnego punktu widzenia jest do zobowiązanie pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Fakt, że płatność jest do rąk rodzica głównego opiekuna, wynika wyłącznie z tego, że małoletni nie jest uprawniony do zarządzania takimi kosztami jak mieszkanie, edukacja, zdrowie itd.

Jednak od ukończenia osiemnastego roku życia uprawniony do alimentów staje się też uprawnionym do ich otrzymywania. Nie trzeba zatem żadnej orzeczenia, wniosku, decyzji itp., żeby zacząć płacić alimenty bezpośrednio dorosłemu dziecku. To, jak ten formalnie dorosły rozliczy się z rodzicem, z którym mieszka, jest sprawą między nim a tym rodzicem.

Dla uniknięcia wątpliwości warto jednak utrwalić nowy porządek. Może to być zwykły mail, np. “Hej, skończyłeś 18 lat. Na jakich rachunek Ci zapłacić alimenty?”. A uprawniony ma prawo zdecydować, aby płatność pozostała po staremu, tj. na rachunek rodzica.

Nie ma limitu wieku dla alimentów. Liczą się rozsądek, odpowiedzialność i dojrzałość. Niestety, walory deficytowe.