Rodzic w sądzie: władza rodzicielska

“Pozbawię cię praw do dziecka!” – ten tekst usłyszało już wiele osób. I nie zawsze mężczyzn, bo ostatnio coraz częściej także panowie sięgają po ten… hm, argument. Zanim wyjaśnię, o co z tymi prawami chodzi, uspokajam – to nie tak łatwo i nie tak szybko.

​Zacznijmy od tego, że co do zasady nie ma jakiegoś ogólnego “prawa” czy “praw” do dziecka. Jakkolwiek takie pojęcie funkcjonuje w powszechnej świadomości jako słowo-klucz, a raczej wytrych, to nie ma ono konkretnej treści.

Pod tym, co najczęściej walczący rodzice rozumieją pod hasłem “praw do dziecka”, kryją się z reguły kontakty i władza rodzicielska. Przy czym to drugie pojęcie bardziej się wiąże i kojarzy z ogółem praw. Bowiem do osiemnastego roku życia dziecko pozostaje pod władzą rodziców. Oznacza to, że decyzje za dziecko podejmują rodzice – głównie jest to edukacja, zdrowie, wyjazdy zagraniczne, ale także mniej lub bardziej doniosłe kwestie na co dzień.

Czego, kogo, jak i dlaczego można tu pozbawić? Wszystkiego albo większości, każdego z rodziców, poprzez orzeczenie sądu i z głównie z powodu nadużywania albo niewykonywania władzy rodzicielskiej. Wiem, to nadal niewiele wyjaśnia. Będzie zatem przykład.

Dziecku trzeba wyrobić paszport, ale jedno z rodziców się nie zgadza. Pozbawić go władzy? Czy tylko ją ograniczyć? Pierwsza kwestia jest prosta – nikt nie pozbawi rodzica władzy rodzicielskiej tylko z tego powodu. A co do drugiej kwestii – to zależy…

Prawnicy często odpowiadają “to zależy”, ale nie dlatego że nie wiedzą co odpowiedzieć, lecz wręcz przeciwnie – znają odpowiedź, lecz jest ona wielowariantowa. W podanym przykładzie wszystko zależy od tego, co kryje się za odmową zgody. Jeśli jest to czysta złośliwość, której jedynym uzasadnieniem jest “nie, bo nie”, to rodzic powinien spodziewać się ingerencji sądu w jego prawa rodzicielskie. Ale weźmy sytuację, że rodzice rozstali się, a ten rodzic, który naciska na wyrobienie paszportu, związał się z inną osobą – obcokrajowcem zamieszkałym w innym państwie. Drugi rodzic obawia się, że zgoda na paszport umożliwi wywiezienie dziecka za granicę, co praktycznie pozbawi tego rodzica stałego kontaktu z dzieckiem.

W tej drugiej sytuacji zachowanie władzy rodzicielskiej to wręcz jedyny mechanizm, który pozwoli obojgu rodzicom zadbać o zachowanie własnych praw i wykonywanie ich zgodnie z własnym interesem, a przede wszystkim – dobrem dziecka. Bo w razie sporu każde z rodziców będzie mogło zażądać rozstrzygnięcia ważnej kwestii dziecka przez sąd, np. zgody na paszport.

Pozbawienie władzy rodzicielskiej to środek drastyczny i bardzo daleko idący. Tak daleko, że jest możliwe nawet pominięcie przez sąd zdania takiego rodzica w sprawie o przysposobienie. Zatem rodzic, który faktycznie nie jest obecny w życiu dziecka w ogóle, nie interesuje się jego sprawami, nie łoży na utrzymanie, a często nawet nie wie, gdzie dziecko mieszka, może w ogóle przestać być rodzicem w sensie formalnym, i to nawet bez możliwości bycia wysłuchanym.

I w ten sposób można łatwo zorientować się, jakimi kryteriami kieruje się sąd, kiedy ma orzekać pozbawienie władzy rodzicielskiej. Mówimy o tak daleko posuniętym zerwaniu więzów albo tak radykalnym zaniedbaniu czy nadużyciu, że z punktu widzenia dziecka będzie lepiej, jeśli ten rodzic nie tylko nie będzie miał prawa podejmować jakichkolwiek decyzji wobec dziecka, ale nawet samodzielnie uzyskiwać informacji na jego temat. Samodzielnie – to znaczy bez poproszenia o informacje drugiego rodzica i bez możliwości zmuszenia do udzielenia takich informacji.

Jeśli zatem zdarzy się komuś usłyszeć, że drugi rodzic odbierze mu prawa, to nie musi się martwić. Pozbawienie władzy rodzicielskiej sądy stosują w sytuacjach krańcowych, a nie wtedy, kiedy rodzicowi nie podobają się np. metody wychowawcze drugiego rodzica. No chyba że rodzic został właśnie zatrzymany przez policję, jak uczył dziecko porcjowania heroiny.

Znacznie częściej mamy do czynienia z ograniczeniem władzy rodzicielskiej. I tu bardzo ważna uwaga. Ograniczenie ma charakter tzw. pozytywny, tzn. przy ograniczeniu sąd wskazuje, do jakich czynności rodzic ma prawo. Nie jest to zatem rozstrzygnięcie na zasadzie “możesz wszystko za wyjątkiem…”, lecz “nie możesz nic poza…”. Oznacza to, że sąd np. ograniczy władzę rodzicielską do współdecydowania o leczeniu operacyjnym, wyborze kierunku edukacji czy wyjazdach za granicę na dłużej niż 14 dni. Taka konstrukcja jest bardzo niewygodna, niepraktyczna i budzi sporo zastrzeżeń. Ale na dzisiaj taka jest i inna nie będzie.

Istnieją również inne rozstrzygnięcia w zakresie władzy rodzicielskiej, ale wymagają większego omówienia, tym bardziej że sama w sobie instytucja sądu opiekuńczego zasługuje na kilka słów więcej.

Polityka sądów jest taka, że niechętnie ograniczają one władzę rodzicielską, o ile nie ma ku temu trwałych i realnych podstaw. Sam brak porozumienia pomiędzy rodzicami, spory, nieporozumienia czy inne poglądy, to za mało. I słusznie. Sądy stoją na stanowisku, że rodzicom należy dać szansę na uzyskanie porozumienia. Zwłaszcza że zdecydowana większość spraw dotyczących władzy rodzicielskiej to sprawy wynikające z rozstania rodziców, a w przypadku rozwodu orzeczenie sądu w kwestii władzy rodzicielskiej jest wręcz obligatoryjne.

Przed sądem stają osoby mniej lub bardziej skonfliktowane, ze wzajemnymi pretensjami, niechętne do przyjęcia punktu widzenia drugiej strony, skłonne odegrać się i w ogóle przepełnione negatywnymi emocjami. Tym bardziej sądy powinny te emocje studzić i w dużej mierze to się udaje. Jeśli zatem zdarzy Ci się usłyszeć owo groźnie brzmiące “odbiorę Ci prawa”, nie skupiaj się na tym i nie podejmuj tej kwestii, a najlepiej – zacznij rozmowę na inny temat. Jeśli jesteś rodzicem, który jest przy dziecku, dba o nie i podejmuje decyzje dla jego dobra, to masz szanse w sądzie – aby być wysłuchanym, zrozumianym i docenionym.