Pierwsze spotkanie u prawnika

Wiele razy słyszę pytanie, jak się przygotować do pierwszego spotkania albo co ze sobą przynieść. To normalne, większość osób rozwodzi się raz w życiu i jest to dla nich stres. Zupełnie niepotrzebnie.

Zacznę od końca. Co robi większość klientów na zakończenie wizyty u mnie? Poza tym, że płaci :) Uśmiecha się, a nierzadko jest wręcz rozbawiona. Wariaci? Przyszli się rozwieść, a zamiast żyć dramatem dobrze się bawią? Nie, to nie są wariaci. To zadowoleni klienci. Ci sami, którzy godzinę wcześniej byli pełni obaw i trosk.

Cieszą się, bo po pierwsze – wygadali się. To naprawdę działa. Ja jestem obcy facet, patrzę na ich życie z dystansem, nie oceniam, a do tego jestem zawsze po ich stronie. Można mówić i mówić. I ludzie mówią i mówią. A ja słucham.

Po drugie – cieszą się, bo to teraz już nie tylko ich problem. Znaleźli kogoś, kogo można obarczyć własnym życiowym dramatem, niepowodzeniem, porażką. Ktoś się tym zajmie. Ktoś będzie wiedział co i jak. Ktoś odpowie na pytania i wyjaśni wątpliwości.

Po trzecie – cieszą się, bo zrozumieli, że mają prawo do życia po swojemu. Nie muszą się godzić na żadne kompromisy. Nie muszą udawać. Nie muszą się oszukiwać. Nie muszą robić dobrej miny do złej gry. Bez względu na dalsze działania i ich skutek dostali potwierdzenie, że mają rację. A kto nie lubi mieć racji?

I wreszcie cieszą się, bo akurat ja mam poczucie humoru i potrafię odpowiednio je dawkować. To daje moim klientom odprężenie, rozluźnienie i nadzieję na lepsze jutro. Rzecz nie do przecenienia.

A zatem – co trzeba przynieść na pierwsze spotkanie? Głowę, czyli opowieść o sobie i własnym małżeństwie. Serce, żeby być szczerym ze sobą, a mnie powiedzieć całą prawdę. I pieniądze :)

Rozwód to nie koniec świata. Ba! to czasem bardzo dobry początek udanego życia.