Alimenty w górę, alimenty w dół

Alimenty nie są dane raz na zawsze. A przynajmniej nie w takiej wysokości, jak zostały ustalone dotychczas. Kolejne korepetycje, lekcje gry na skrzypcach, zimowy obóz narciarski czy konwersacje z native speakerem kosztują. A wiadomo – na rozwoju dziecka nie ma co oszczędzać. Z drugiej strony – jeśli zajęć już nie ma albo dziecko skończyło prywatne przedszkole i przeszło do państwowej podstawówki, koszty spadły.

Podwyższenie alimentów

Podwyższenie alimentów może nastąpić, gdy zmieniły się okoliczności, które sąd wziął pod uwagę w wyroku albo które stanowiły podstawę ugody. Z reguły jest to wynikiem zmiany uzasadnionych potrzeb dziecka. Nie jest to tylko jedzenie, odzież, wydatki szkolne czy mieszkaniowe, ale także dbanie o zdrowie, wypoczynek, zajęcia dodatkowe czy rozrywka.

Ten katalog nie wynika wprost z jakiegoś przepisu, lecz jest efektem utartej praktyki opartej o doświadczenie życiowe. A przynajmniej tak powinno być. Niemniej, można przyjąć za pewnik, że w zakres alimentów w ogóle nie wchodzą takie wydatki jak odmalowanie pokoju, zakup komputera czy utrzymanie zwierzęcia domowego. Czasami sądy uwzględniają tego rodzaju koszty, ale jest to dość kontrowersyjne i kończy się z reguły korektą tego rodzaju rozstrzygnięć.

Zmiana może mieć charakter dwojaki – albo doszła jakaś potrzeba (np. diagnoza choroby wymagającej stałego odpłatnego leczenia), albo wzrósł jej koszt (np. wraz z wiekiem dochodzą zajęcia dodatkowe związane z zainteresowaniami dziecka). Kluczowe jest to, aby występując o podwyższenie alimentów, wskazać, które koszty zmieniły się albo doszły oraz w jakim zakresie. Samo stwierdzenie „teraz, panie, drożyzna” nie wystarczy.

Punktem wyjścia są koszty ustalone poprzednio, bo podwyższenie alimentów to operacja porównawcza. Jeśli nie da się wykazać zmiany albo jest ona stosunkowo niewielka, pozew nie ma większych szans. Ogólna argumentacja, że ceny wzrosły to za mało. Choć inna sytuacja jest wówczas, kiedy od orzeczenia minęło wiele lat. Wówczas jest łatwiej, bo upływ czasu z pewnością wygenerował zmiany, ale też trudniej, bo nie ma prostego przełożenia kosztów. Na przykład – dziecko chodziło do płatnego przedszkola i nie miało zajęć dodatkowych, teraz chodzi o państwowej szkoły, ma zajęcia dodatkowe, ale też je więcej. Może się okazać, że per saldo koszt będzie zbliżony.

Udokumentowanie wydatków

Zanim zrobimy pierwszy krok w stronę sądu, lepiej poświęcić czas na udokumentowanie wydatków. Stałe bieżące wydatki to prosta sprawa, ale pozostaje kwestia wydatków dokonywanych co jakiś czas. Najprościej jest gromadzić faktury albo paragony imienne, przelewy za konkretne świadczenia, pokwitowania itp. Zwykłe paragony albo wyciągi z rachunku karty kredytowej raczej nie przejdą.

I jeśli nie mamy umowy ustnej np. za zajęcia angielskiego, ale płacimy przelewem, nie piszmy w tytule „przelew” albo „wpłata”. Im bardziej konkretnie, tym lepiej. A zatem „imię i nazwisko dziecka – angielski – okres”. Mamy wówczas kompletną informację, kto zapłacił komu, ile, kiedy i za co.

I jeśli ubranie albo leki kupuje babcia, zwłaszcza jeśli zwracamy jej za ten wydatek, to niech od razu weźmie fakturę albo paragon imienny „na rodzica”. Zasada jest prosta – im mniej tłumaczenia i wyjaśniania, tym prościej. Im prościej, tym bardziej czytelnie i zrozumiale. A to oznacza – bliżej celu.

Obniżenie alimentów

W skrócie można powiedzieć, że to jest po prostu lustrzane odbicie. Działają te same zasady, tyle że niejako „w drugą stronę”. A zatem trzeba wykazać, że spadły koszty utrzymania. Na przykład – dziecko przeszło z prywatnego przedszkola do państwowej szkoły. Nie ma wątpliwości, że w znaczącej mierze koszt się zmniejszył, nawet jeśli doszły inne koszty. Oczywiście, to zależy od wysokości czesnego – są przedszkola za 300zł miesięcznie i takie za 6000zł miesięcznie.

Nie są podstawą do obniżenia alimentów zmiany tymczasowe. Jeśli dziecko przestało chodzić na zajęcia z piłki nożnej, bo ma kontuzję, ale wciąż ma nazwisko Messiego pojawia się w niemal każdej jego wypowiedzi, to nie ma mowy o tym, że doszło do rezygnacji z zajęć.

Sądy lubią konkret. Zatem wszelkie przemyślenia w rodzaju: „teraz pewnie mniej wydają, bo zrezygnowali z TV na rzecz Netflixa” albo „ja widzę, że córka chodzi ciągle w tych samych butach” nie przejdą w sądzie. Coś było, a teraz nie ma, albo kosztowało drożej, a teraz taniej albo jest finansowane z podatków – to jest konkret.

Postępowanie dowodowe

Łatwiej jest udowodnić, że coś jest niż że czegoś nie ma. Dlatego w sprawie o obniżenie alimentów większe znaczenie mają dotychczasowe rozliczenia rodziców, dokumenty i ustalenia z poprzedniej sprawy albo zeznania świadków. Sam fakt, ile poza alimentami wydaje na dziecko rodzic zobowiązany, nie stanowi podstawy obniżenia alimentów. A może zadziałać wręcz odwrotnie.

W żadnej ze spraw nie można powoływać się na argumenty, które sąd wziął pod uwagę w poprzedniej sprawie. Trzeba udowodnić zmianę sytuacji, a nie podważać poprzednią ocenę faktów.

Zmiana możliwości zarobkowych zobowiązanego

Awans na kierownicze stanowisko (o ile niesie za sobą podwyżkę), zmiana pracy na lepszą lub rozwój firmy, to nie są samodzielne podstawy podwyższenia alimentów. Dla sądu znaczenie podstawowe mają uzasadnione potrzeby dziecka. Alimenty mają na celu zaspokoić te potrzeby, dlatego ich wysokość jest ustalana na podstawie analizy ponoszonych wydatków. Podwyżka alimentów na tej podstawie, że zobowiązany zarabia 20% więcej, w sądzie nie przejdzie.

Trochę inaczej to wygląda w przypadku obniżenia alimentów, ale niekorzystna zmiana musi być naprawdę trwała i niezależna od woli zobowiązanego. Argument „nie mam pracy, bo mnie zwolnili za pijaństwo i kradzieże” prowadzić będzie wyłącznie do porady sądu: „było nie pić i nie kraść”. Jest w tym jakaś logika.

Obecnie kluczowym problemem staje się wpływ tzw. epidemii koronawirusa na zobowiązania alimentacyjne. Co do zasady sam w sobie stan zagrożenia epidemicznego oraz działania rządu nie stanowią podstawy do zmiany alimentów. Po pierwsze, sytuacja dotyczy niemal każdego, po drugie nie zmienia to zakresu potrzeb uprawnionych, a po trzecie… nikt nie wie, jak się zabrać do tematu.

Sytuacja jest wyjątkowa i bez precedensu. A wszelkie orzeczenia, które mogłyby objąć temat przekrojowo, zapadną nieprędko. O ile w ogóle takie orzeczenia zapadną, ponieważ nikt nie jest w stanie na dziś przewidzieć długofalowych skutków obecnej sytuacji ani ich wpływu na zobowiązania alimentacyjne.

Na dziś odradzam kierowanie do sądów spraw o obniżenie alimentów tylko z powodu tzw. epidemii. Jeśli już ryzykować sprawę, to wyłącznie wówczas, kiedy doszło do utraty pracy. Tyle że na to jest za wcześnie. Argument drugiej strony jest łatwy do przewidzenia – sytuacja jest przejściowa, a dzieci jeść coś muszą. Wysyp spraw „po wirusie” będzie można zaobserwować na wiosnę przyszłego roku i wówczas trzeba będzie wypracować odpowiednią praktykę.