Trzy sprawdzone zasady, które pozwolą Ci oswoić się z salą sądową

Można polubić salę sądową. To jest podobnie jak z dentystą – nie chodzi o samo przebywanie w określonym miejscu, lecz o efekt końcowy. I tak jak od dentysty wychodzimy zdrowsi, tak z sali sądowej wychodzimy… trochę bardziej rozwiedzeni.

Ale stres jest. Wiadomo. Podobnie jak u dentysty. To dlatego przed rozprawą spotykam się z klientem i opowiadam, czego się spodziewać, co mówić, na co zwrócić uwagę, a przede wszystkim – jak zrealizować naszą strategię. U mnie inaczej niż u dentysty – klient też może mówić.

Jednak te słowa może czytać ktoś, kto jeszcze nie jest moim klientem. Ale już teraz zastanawia się, czego może oczekiwać po sali sądowej.

Przede wszystkim sędziego. Bez niego ani rusz. Wbrew obiegowej opinii sędzia to też człowiek. Miewa humory, wadę wzroku, boli go noga, nie lubi różowego itd. Co z tego wynika? Żeby nie myśleć o tym facecie/kobiecie jak o półbogu, mitycznym bóstwie czytającym w myślach. To po prostu człowiek. Taki sam jak Ty czy ja.

Fakt, że sędzia ma prawo decydować o Twoim życiu, oznacza dwie rzeczy – nie możesz się go bać, ale nie możesz też lekceważyć. Od sędziego zależy wszystko, co oznacza, że z kolei Ty musisz zrobić wszystko, żeby sędzia wziął pod uwagę Twoje zdanie.

Jak to zrobić?

Mów tak jakby Twoim odbiorcą był znudzony sprzedawca kalafiorów

Na sali podczas rozprawy obowiązuje ta sama fundamentalna kolejność działań, która jest warunkiem sprawnego porozumiewania się w życiu: słuchaj, myśl, mów. Odwrócenie tej kolejności gwarantuje porażkę.

Niestety, nie da się ominąć etapu mówienia. Własnymi słowami, we własnym imieniu i na temat własnej sprawy. Podstawowa zasada: nigdy nie zakładaj, że sędzia jest zainteresowany Twoją sprawą, czytał akta i jest przenikliwy intelektualnie jak promienie Röntgena.

Mów prostym językiem przy pomocy prostych słów i zdań. Nikt nie oczekuje od Ciebie popisów retorycznych. Trzymaj się tematu. Jeśli mówisz o tym, że mąż Cię wyzywa albo żona wyśmiewa, opisz tę przykładową sytuację w trzech zdaniach.

Mów… od końca. Nie, nie w sensie technicznym, bo Cię uznają za wariata, ale w sensie organizacyjnym. Tak jakbyś chciał/chciała spalić dowcip. Czyli najpierw końcowy wniosek, potem rozumowanie, a na końcu stan wyjściowy. Z reguły to ostatnie ma najmniejsze znaczenie.

Mów od ogółu do szczegółu. A zatem zaczynasz od stwierdzenia ogólnego, od tego, co chcesz przekazać, potem, jak to się wydarzyło, a na końcu dlaczego, z kim, gdzie i jak.

Przykłady:

[dobrze] Żona mnie nie szanuje. Wyśmiewa się z mojej pracy. Kiedyś powiedziała przy znajomych, że moje sukcesy są nic niewarte. To było podczas grilla na majówkę, jak się pochwaliłem, że awansowałem.

[źle] Byliśmy u znajomych pod Warszawą, a w zasadzie w Warszawie, bo oni mieszkają w Aninie, w takim fajnym domku, trochę starym, ale jest ładny ogród, chociaż trochę szkoda, że nie mają drzew, tylko krzewy, bo jak się ma dzieci, to…

Zagadka – po ilu sekundach w tym drugim przykładzie sędzia zacznie ziewać?

I nie spiesz się. Oczekiwanie na rozprawę to udręka trwająca nierzadko wiele miesięcy. A przecież na niej będzie omawiana Twoja sprawa. A Twoja sprawa jest najważniejsza. Chyba nie chcesz, żeby dziesięć lat małżeństwa jakiś obcy człowiek skrócił do kilku minut.

Tylko pamiętaj – mówienie spokojnie nie oznacza, że masz mówić rozwlekle i bezbarwnym głosem. Energia może iść w parze z poukładaną treścią.

Młodość nie wieczność, starość nie radość, a sąd to nie pokaz mody

Oprócz odpowiedniego komunikowania się z sędzią trzeba zadbać o… wygląd. To pytanie pojawia się bardzo często – jak mam się ubrać na rozprawę? Normalnie. Ale schludnie i czysto. Ekstrawagancka bluzka i kolczyki w uchu wielkości odrzutowca są równie złe jak smoking czy czerwone włosy. Zasada jest bardzo prosta – żaden element stroju nie może odwracać uwagi.

Dobry strój w sądzie to taki, którego nikt nie jest w stanie zapamiętać. Panowie – biała/niebieska koszula, granatowa/szara marynarka, dżinsy. Panie – prosta gładka bluzka, jednobarwne stonowane spodnie/spódnica, prosta torebka. W sądzie mają zapamiętać to, o czym i jak mówimy, a nie rozpraszać się myśleniem, gdzie można kupić szminkę w kolorze intensywnej fuksji albo czy złoty wzorzysty krawat to rzeczywiście Versace.

I uwaga do pań. Kiedyś klientka przyszła na spotkanie z torebką z symbolem LV. Panie wiedzą w czym rzecz, panowie sprawdzą sobie w Internecie. Powiedziałem jej, że bez względu na to, czy ten LV jest mniej lub bardziej oryginalny, musi zniknąć na czas rozprawy. Kto da alimenty kobiecie z torebką z takimi inicjałami?

Topografia sukcesu – kto gdzie siedzi

Przede wszystkim Ty siedzisz obok mecenasa. Swojego. O ile go masz. Jak nie masz – siedzisz sam/sama. Sorry, taki mamy klimat.

Mecenas obok gwarantuje dwie rzeczy. Po pierwsze, ciężar ogarniania wszystkiego na sali sądowej to w 95% jego praca. Po drugie – można się z nim komunikować w trakcie rozprawy. Najlepiej pisząc na kartce, bo sędziowie nie lubią, kiedy ludzie rozmawiają ze sobą.

A gdzie siedzi sędzia? To jak zawsze zależy. Jeśli jesteś powodem/powódką, czyli osobą, która wniosła o rozwód, to masz sędziego po lewej stronie. Jeśli jesteś tym drugim/tą drugą (czyli pozwanym/pozwaną), to sędziego widzisz po prawo. Zawsze tak jest – bez wyjątku.

Naprzeciwko Ciebie, niczym przed ślubnym ołtarzem, siedzi żona/mąż. Możecie patrzeć sobie w oczy, spoglądać na siebie z politowaniem, wymieniać się wszystko mówiącymi spojrzeniami itd. Swoją drogą nie wiem, kto to wymyślił, bo moim zdaniem taki układ sali jedynie pogłębia konflikt.

Na środku jest tak zwana mównica. Tu przemawiają świadkowie, a z czasem przemówisz też Ty. Kiedy się stoi za mównicą, patrzy się na wprost na sędziego. I to z nim (z nią) trzeba nawiązać kontakt wzrokowy i intelektualny. Sprawę utrudnia to, że pytania może zadawać z boku mecenas (Twój albo drugiej strony), a odpowiada się sędziemu. Jest to nieintuicyjne i niewygodne. Nie znam osoby, która potrafi się w tym odnaleźć. Po prostu trzeba z tym żyć.

Hej, a podobno na sali rozwodowej są też ławnicy?

Hej, jasne, że są! Ale to jest zupełnie inny temat. To temat, co, jak, po co i w jakiej kolejności dzieje się na sali sądowej. Temat na zupełnie inny wpis.